Nasza Klientka, planując relaksującą podróż do Azji i kite’owe szaleństwo pod palmami, zadbała o wszystko – od wiatru w żaglach po zgodność z przepisami dotyczącymi przewozu gotówki. Zamiast gotówki – kolorowe karty do kont internetowych, zamiast zmartwień – pełna kontrola nad finansami online.
Będąc już w Azji, zdecydowała się przelać dodatkowe środki ze swojego tradycyjnego konta bankowego na rachunek w banku internetowym. System poprosił o tytuł przelewu. Z lekkim dystansem i uśmiechem wpisała: *„cha-ching”*, czyli kultowy dźwięk zamykającej się kasy.
I wtedy zaczęła się… finansowa burza.
Bank stacjonarny zakwalifikował przelew jako „transakcję wysokiego ryzyka” – powiązał tytuł z gospodarką chińską (!), zablokował środki i przez ponad miesiąc uniemożliwiał ich zaksięgowanie. Mimo że pieniądze „opuściły” rachunek, nie dotarły do banku internetowego. Reklamacje w obu instytucjach zakończyły się klasycznym ping-pongiem odpowiedzialności. Ostatecznie – sprawa zakończyła się polubownie, ale nie bez naszej interwencji.
Z tego zabawnego, ale pouczającego epizodu, płyną dwa ważne wnioski:
1. Przelew między własnymi rachunkami, to nadal transakcja oceniana przez automatyczne systemy bezpieczeństwa banków.
2. Tytuł przelewu może uruchomić nieoczekiwane procedury AML, zgodnie z ustawą z dnia 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (Dz.U. 2018 poz. 723) oraz Prawem bankowym (Dz.U. 1997 Nr 140 poz. 939).
Apelujemy: zanim klikniesz „wyślij” – pomyśl dwa razy, szczególnie przy transakcjach międzynarodowych. „CHA-ching” może skończyć się… CHAotycznie.